– Krzysztof Bartkowiak Historia Parkinsona

Nazywam się Krzysztof Bartkowiak. Od jedenastu lat choruje na Parkinsona. Miałem 37 lat, kiedy usłyszałem diagnozę. To był dla mnie szok. Nie mogłem uwierzyć. A zaczęło się podobnie, jak u większości chorych, drżeniem ręki, utratą węchu i smaku. Potem dołączyły się inne objawy. Przez parę lat nie mogłem się z tym pogodzić. Przecież nie mogę być chory. Mam wspaniałą rodzinę, żonę, trójkę dzieci. Dla nich muszę być silny. Szukałem ratunku.

Podczas tej choroby, po następnych czterech latach, dowiedziałem się, że mam boreliozę. Słysząc taką diagnozę ucieszyłem się, dosłownie, podskoczyłem z radości. Zdziwiona moją reakcją lekarka, zapytała, co jest powodem. Teraz ja się zdziwiłem. Cieszę się, bo to nie Parkinson. Naprawdę pomyślałem, że lekarze się pomylili i to nie jest Parkinson tylko borelioza. Nie znałem tej drugiej choroby, słyszałem o niej tylko, ale liczyłem na to, że jednak nie mam Parkinsona. Okazało się jednak, że prawda jest inna, mam dwie choroby. 

Od trzech lat jestem bardziej aktywny. Nie poddam się Parkinsonowi, będę walczył o siebie, o moją kondycję, dla mojej rodziny. Postanowiłem i realizuję mój plan. Żeby się więcej dowiedzieć o mojej chorobie przez cały ten czas organizowałem spotkania dla ludzi chorych na Parkinsona, jeździłem do innych miast na różne spotkania. Dowiadywałem się coraz więcej.  Opiekowałem się też chorym na Parkinsona starszym człowiekiem. Czułem się spełniony i potrzebny. Niestety, mój podopieczny zmarł.

Szukałem ludzi chorych na Parkinsona, takich, którzy dają sobie radę pomimo choroby. Bralem z nich przykład. Poznałem wiele wspaniałych osób, mam nowych przyjaciół. Jestem chory, ale mam już do tej choroby inne nastawienie. Pracuję nadal. Wykonuję pracę fizyczną. Uprawiam sport. Nie poddaję się. Nauczyłem się żyć z Parkinsonem. Motywacji dodaje mi rodzina. Pomagają mi dzieci. Zacząłem z Parkinson wygrywać, chociaż zdarzyło się kiedyś, że córki podnosiły mnie z łóżka. Byłem w bardzo złym stanie. Czekał na mnie przygotowany już wózek inwalidzki. A jednak znowu jestem sprawny. Nie poddałem się.

Dostałem trzecią szansę od Pana Boga. Postanowiłem sobie, że wykorzystam ją i pomogę innym. Dlaczego trzecia szansa?

Jak byłem mały, miałem poważną operację jelit. Była to pierwsza operacja w Polsce, druga na świecie, która się powiodła. Udało się. Druga szansa w szkole podstawowej. Topiłem się kolega z klasy mnie uratował. Odnalazłem te osoby, które mnie ocaliły i osobiście podziękowałem doktorowi, który mnie operował 48 lat temu. Postanowiłem nie poddawać się.

Nie jest mi łatwo, ale daję radę. Uprawiam różne sporty jeżdżę na rowerze, gram w ping ponga, pływam, biegam, trenuję boks, wszystko w miarę rozsądku. Biorę udział w zawodach sportowych, do których jestem w stanie się zakwalifikować. Wyznaczam sobie nowe cele na miarę moich możliwości. Najnowszym celem, do którego dążę z całych sił są mistrzostwa świata w tenisie stołowym dla osób chorych na Parkinsona w Niemczech.

Karla Sterlinga poznałem przez Facebooka. Podobają mi się jego ćwiczenia, z których korzystam. Mieszkam w Polsce. To kraj w środku Europy, daleko od Stanów Zjednoczonych. Mamy kontakt internetowy. Mam wspaniałych przyjaciół, żonę, dzieci, ale poznaję też nowych ludzi, którzy mnie wspierają.  

Największe podziękowania składam osobom opiekującym się chorymi. Oni muszą znosić nasze problemy, trudne chwile w chorobie. Trudno jest wspierać nas. Dlatego jeszcze raz dziękuję mojej żonie i dzieciom

Pozdrawiam serdecznie Krzysztof Bartkowiak